Jak jest zima, to musi być zimno…

Co roku Państwowa Inspekcja Pracy informuje, że minimalna temperatura pracy w biurach nie powinna być niższa niż 18 stopni Celsjusza. Wskazuje też, że pracodawca ma obowiązek zapewnić swoim podwładnym pomieszczenie, aby ci mogli się ogrzać. Niby dotyczy to osób pracujących na tzw. wolnej przestrzeni, ale czy sekretariat sądowy lub korytarz sądowy ogranicza nas ruchowo? Powinniśmy swobodnie się poruszać, nie obijać o meble niefortunnie stojące na naszej drodze. Nie musimy przechodzić zgarbieni przez wąskie tunele. Poczujmy się jak na „wybiegu”, na tej naszej „wolnej przestrzeni”. W takiej sytuacji również jesteśmy narażeni na wychłodzenie spowodowane warunkami atmosferycznymi.

Podobno nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie.

Jeśli myślicie, że zimowe stylizacje mogą być nudne, to się mylicie. W taki wychłodzony poniedziałek wychodząc z domu, ubieramy się jak zwykle: lekki sweterek, koszula, tudzież kurteczka odpowiedniej grubości, czapka, szalik, rękawiczki. Raźnym krokiem idziemy do pracy: „dzień dobry pani”, „dzień dobry panu”, rozdajemy uśmiechy dookoła. Jeszcze nie wiemy, co nas czeka, podświadomość nic nie podpowiada. Przekraczamy wrota mordoru, a tu niespodzianka! Zimno jak w chłodni. Ja powiedziałabym, że wkroczyłam żwawym krokiem na Syberię, stanęłam w miejscu, a oddech mi zmroziło. Dylemat: wejść dalej, wycofać się po cichu, może nikt mnie nie zauważy. Chucham w przestrzeń, para bucha jak z lokomotywy. Hmmm, przestępuję z nogi na nogę. Jeszcze chwila a zacznę podskakiwać. Na zewnątrz -20 stopni Celcjusza. Wewnątrz, trudno określić, ale na pewno nie mobilizuje to do rozpoczęcia tak udanego tygodnia, jak sobie zaplanowaliśmy, wychodząc z domu. Zdobywamy się na odwagę, nucąc w myślach „my się zimy nie boimy, hu hu ha” i wkraczamy do krainy lodu.

W tym miejscu zboczę z wątku, bo przypominam sobie sytuację sprzed kilkunastu lat w moim sądzie, kiedy to zepsuł się piec, zabrakło energii elektrycznej, a mimo to wszyscy siedzieliśmy w pracy, owijaliśmy się w togi (i tu jest ta nasza świetna stylizacja sądowa, krzykliwe dodatki w postaci oblamówki w kolorze fioletu mogą być niewielkim elementem takiego zestawu stylizacyjnego). Rozpraw nie odwołano, więc sędzia i protokolant opatuleni po czubek głowy siedzieli twardo na sali rozpraw. Sędzia pod togą w kurtce, na rękach rękawiczki. Protokolant również w całym swym opakowaniu, w którym przyszedł do pracy, dzierżył w dłoni długopis jak włócznię i pisał z zaciętą miną. Jak już nam zwrócono energię elektryczną, to gorący posiłek sami sobie zapewniliśmy. Ilość wypitych herbat, bardzo mocnych herbat w ciągu dnia była niezliczona. W sądzie dla nikogo zima nie jest straszna.

Teraz jesteśmy trochę mądrzejsi, od razu powinniśmy domagać się od szefa albo zwolnienia w danym dniu wszystkich pracowników do domu i zamknięcia sądu, albo zapewnienia gorących posiłków, a jeśli mamy przywilej posiadania w sekretariatach klimatyzacji, grzać się bez ograniczeń. W niejednym sądzie sytuacja bywa taka, że władza nie chce się zgodzić na żadne z powyższych warunków, zapewniając z uśmiechem, że pracownicy sami chcą siedzieć przy biurkach i pracować. Co w takiej sytuacji? Z czystym sumieniem możemy złożyć skargę do Okręgowego Inspektora Pracy i czekać na efekty… byleby nie do kolejnej zimy.