Omyłkowe wezwanie Wassermann nie było wynikiem pomyłki sekretarza sądowego

POMYŁKA W SPRAWIE AMBER GOLD W PIERWSZYM ODRUCHU MIAŁA ZOSTAĆ PRZYPISANA PRACOWNIKOWI SEKRETARIATU. TO STANDARD W NASZYCH SĄDACH.  NIEPRECYZYJNY BYŁ SĘDZIA.

W środę, 7 czerwca media podniosły alarm, że w sprawie Amber Gold, która toczy się przed gdańskim sądem okręgowym, doszło do kolejnej pomyłki: wezwanie do zeznawania zostało wysłane do Małgorzaty Wassermann – przewodniczącej Komisji Śledczej do spraw Amber Gold. Sprawa została potraktowana przez media i samą zainteresowaną bardzo poważnie: – To próba wyeliminowania mnie z Komisji Śledczej do spraw Amber Gold. Prasa sugerowała, że w gdańskim sądzie dzieją się niepokojąco podejrzane rzeczy. Jak się okazało, wezwanie przewodniczącej na świadka było pomyłką. Tylko czyją?
W wypowiedzi dla PAP rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku Rafał Terlecki poinformował, że wezwanie posłanki PiS na świadka to efekt pomyłki sekretarza sądowego. Wszystko wiadomo, praktycznie zawsze winę zrzuca się na dół hierarchii.

Postanowiliśmy podpytać w sądzie, jak było w rzeczywistości. Otrzymane informacje nie potwierdzały winy pracownika sekretariatu. Zadaliśmy więc bardziej szczegółowe pytania rzecznikowi, prosząc o przekazanie treści zarządzenia sędziego, w którym poleca sekretariatowi wysłanie korespondencji. Zarządzenia wprawdzie nie otrzymaliśmy, ale sędzia Terlecki przyznał, że omyłkowe wezwanie, jak się ostatecznie okazało, wynikło z nieprecyzyjnego zarządzenia sędziego.  Na stronie sądu zamieszczono wyjaśnienie:

W związku z pismem Pani Poseł Małgorzaty Wassermann, dotyczącym jej wezwania jako świadka w procesie toczącym się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, wyjaśniam, że, jak ustalono wezwanie było omyłkowe.
Wniosek o powołanie świadków dotyczył pięciorga osób, Sąd podjął natomiast decyzję co do wezwania jedynie dwóch świadków. Pomyłkowe wezwanie wynikło z nieprecyzyjnego zarządzenia sędziego. Sędzia wystosował do wszystkich osób pomyłkowo wezwanych pismo z wyjaśnieniem sytuacji i przeprosinami za zaistniałą sytuację.

Nie pozwólmy, aby bezpodstawnie zrzucano na nas odpowiedzialności za wszystko. To, że znajdujemy się niemal na dole drabiny, nie znaczy, że mamy godzić się na to, by z góry na nas wszystko spływało. Urzędnik sądowy nie jest od tego, aby za nim chować błędy innych funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości (gs).