Gazeta Sądowa Miesięcznik Pracowników Sądownictwa

Przynieś mi terminarz!

Zastanawiamy się, dlaczego ludzie traktują nas źle, dlaczego czujemy się gorsi, albo zobowiązani robić coś, czego wcale nie chcemy, czy też to, co nie leży w naszych kompetencjach. Odpowiedź jest prosta, bo sobie na to pozwalamy.

Trudno ocenić czy wynika to z wychowania, kompleksów, czy innych naszych bolączek. Jedno jest pewne, ludzie traktują nas tak, jak chcemy być traktowani, albo jak pozwalamy siebie traktować.

Większość osób obecnie zatrudnianych w sądach na stanowiskach urzędniczych to osoby z wyższym wykształceniem. Przychodzą do sądu i są zaskoczone tym, że jest grupa osób, która wydaje polecenia typu: „zrób kawę”, „przynieś mi akta”, „zapomniałam, przynieś mi”, „weź mi wodę na salę”, „gdzie moja toga” i grupa, która bez słowa sprzeciwu wykonuje te polecenia. Wtedy pojawiają się pytania typu: o co chodzi? Jestem gorszy? Dlaczego mam to robić?, jakby sięgnięcie po akta stanowiło ogromny wysiłek i trudno było wyciągnąć je szafy. Robią to starsze koleżanki to pewnie i ja muszę. Po jakimś czasie okazuje się, że nie ma żadnych konkretnych powodów, dla których wykonuję te czynności. Moim pracodawcą jest dyrektor, a pracodawcą tamtych ludzi – prezes.

Oczywiście nie można generalizować, bo nie wszyscy wysługują się innymi, ale bywa tak, że (czas nazwać tę grupę zawodową po imieniu) sędziowie traktują współpracujących z nimi urzędników niczym ludzi gorszej kategorii. Mamy do czynienia z przedziwnymi sytuacjami np. przychodzi sędzia do pokoju i mówi „potrzebny mi terminarz”, nieważne, że kobiety, które tam siedzą, są mniej więcej w tym samym wieku co sędzia, albo 20 lat starsze. Nagle zrywa się jedna czy druga pani i biegnie do pokoju obok, na salę rozpraw lub na drugi koniec korytarza, żeby przynieść terminarz, który zupełnie nie jest jej potrzebny i tylko przeszkadza jej w wykonywaniu czynności, za które jest rozliczana, jakby sędzia sam nie mógł się pofatygować. Inna sytuacja, kiedy sędzia zapomni czegoś na salę rozpraw i wysyła po to coś protokolanta. Nie można tu zapominać o sytuacjach, kiedy sędzia mówi do protokolanta: „przynieś mi akta na jutrzejsze posiedzenie”, w normalnej sytuacji taki sekretarz czy protokolant powinien powiedzieć:  „to sobie weź, są w szafie na półce”, ale po prostu się boi? W innej sytuacji, jeden z urzędników wypisuje się i wychodzi do sklepu, a sędzia składa zamówienie. Nikt pewnie nie miałby nic przeciwko i z przyjemnością kupił sędziemu to, o co poprosił, bo to ludzkie, dziś „Ja” jutro „Ty”, gdyby nie fakt, że jak sędzia wychodzi, to się wręcz wymyka, zresztą zupełnie nie wiadomo po co, bo przecież i tak nikt nie śmiałby poprosić sędziego o kupienie zwykłej malutkiej bułki. Zdarzyła się i taka sytuacja, że starszy pan zwrócił uwagę sędziemu – nie wiedząc, że to sędzia – że to nieładnie, że kobieta, na dodatek w ciąży, dźwiga te księgi (miał na myśli akta), a mężczyzna idzie obok. Kolejny przykład to kiedy przychodzą do sędziego goście, a on przychodzi i mówi: „zróbcie pani/panu kawę”. Wtedy należałoby odpowiedzieć: „a ta pani to do mnie przyszła?” albo: „ok pomogę Ci, a gdzie jest kawa?”.

Niesamowite w tym wszystkim jest to, że tych przykładów można by mnożyć, że mamy do czynienia z kuriozum sytuacyjnym, gdzie ludzie decydujący o życiu innych, sami niejednokrotnie nie potrafią się zachować, odnoszą się do ludzi, z którymi współpracują z pogardą i w sposób co najmniej nieodpowiedni, a tym bardziej niegodny sprawowanego urzędu. Nie znoszą sprzeciwu. Kiedy odpowiesz im: „zaraz, jestem zajęty/a” można usłyszeć: „ale ja jestem sędzią i musisz mnie słuchać” albo następuje tzw. obraza szanownego majestatu sędziego. Dlaczego ludzie dają się tak traktować? Podobno się boją, ale czego się boją? Boją się dbać o własną godność? Boją się pokazać, że też są ludźmi? Boją się powiedzieć: „słuchaj, jestem tu takim samym pracownikiem tylko na innym stanowisku, a to rozróżnia nasze wynagrodzenia”. Nie wiadomo skąd ta służalczość i brak poczucia własnej wartości, skąd zgoda na takie traktowanie?

Pewne jest, że tak nie powinno być i miejmy nadzieję, że ludzie tak postępujący, będą odchodzić z urzędu jak koszmary senne, a na ich miejsce do grona sędziów będą przystępować wspaniali ludzie szanujący drugiego człowieka i nietraktujący ich jak zło konieczne, albo że tak jak oni oceniają urzędników, tak przyjdzie kiedyś ankieta oceny sędziego i wtedy każdy będzie miał sposobność się wypowiedzieć.

Na szacunek trzeba sobie zapracować, a nie go wymuszać.

Related posts